DROHOBYCZ --- więzienie " BRYGIDKI "

Indeksacja Akt Stanu Cywilnego, listy i spisy osób
WYSZUKIWARKA nazwisk także na Stronie Głównej !!!

Zapraszam do umieszczenia not biograficznych, wspomnień o osobach występującach na listach !
PAMIĘĆ O NICH NIE MOŻE ZAGINĄĆ !!!
ALICJA W-M
UŻYTKOWNIK
UŻYTKOWNIK
Posty: 2
Rejestracja: pn kwie 27, 2009 17:13
Lokalizacja: PABIANICE

DROHOBYCZ --- więzienie " BRYGIDKI "

Postautor: ALICJA W-M » pt maja 01, 2009 18:04

Ostatnio zmieniony czw maja 14, 2009 10:45 przez ALICJA W-M, łącznie zmieniany 2 razy.

ALICJA W-M
UŻYTKOWNIK
UŻYTKOWNIK
Posty: 2
Rejestracja: pn kwie 27, 2009 17:13
Lokalizacja: PABIANICE

Re: DROHOBYCZ --- więzienie " BRYGIDKI "

Postautor: ALICJA W-M » wt maja 05, 2009 11:35

ALICJA W-M pisze:
DROHOBYCZ -- więzienie tzw. " BRYGIDKI "


Więzienie zbudowano na początku XX wieku na Górce, na wylocie na Truskawiec. Osadzonych tam było ok. 1200 -- 1500 osób.
Wiezienie było na owe czasy nowoczesne.
Na terenie więzienia była Fabryka Dachówek i Cegielnia,
a w więzieniu były warsztaty tkackie.

W Drohobyczu funkcjonowały dwa więzienia NKWD, przy ul. Truskawieckiej, zwane również "Brygidkami", oraz areszt śledczy przy ul. Stryjskiej.
W ostarnich dniach czerwca a zwłaszcza 22.06.1941
roku, NKWD
wyprowadziło na dziedziniec więźniów z cel aresztu na Stryjskiej informując ich, że zostają wypuszczeni na wolność / zabierajcie się "s wieszczami" /.
Gdy tłum więźniów stał już na dziedzińcu, z wież strażniczych otwarto do nich
ogień z karabinów maszynowych. Pod zwałami trupów przeżyli tylko nieliczni.
Jak pisze A. Chciuk, jego znajoma upadła zanim dosiegły ją serie i przeleżała
pod trupami cały dzień. Gdy w nocy wydostała się i przyszła do domu, powitały
ją słowa : "Boże, tyś zupełnie siwa ... "
Prasa ukraińska donosiła o niemal dwóch tysiacach ofiar, choć wydaje się,
iż jest to liczba zawyżona - nie została ona też potwierdzona przez polskich świadków, mówiących o kilkudziesięciu lub co najwyżej kilkuset zamordowanych. Również wyniki ekshumacji, przeprowadzone na terenie drohobyckiego wiezienia, skłaniają do uznania za bliższą prawdy liczbę poniżej tysiąca. W wykopach na terenie więzienia znaleziono kilkaset szkieletów i ślady wskazujące na spalenie podobnej liczby zwłok ludzkich.
Jeśli nawet dodać do tego pewną liczbę zamordowanych, których zwłoki zostały pochowane osobno przez rodziny, liczby podane przez ukraińską "gadzinówkę" należy uznać za zbyt wysokie.
WCIĄŻ nie wyjaśniony do końca pozostaje los więźniów drohobyckich "Brygidek".

Jerzy M. Pilecki, Wrocław

Drohobycz 1939-1941. Ilu aresztowano? Ilu deportowano?

Wydarzenia II wojny i lat bezpośrednio po niej następujących praktycznie dotknęły boleśnie wszystkich drohobyczan, około połowę zamordowano, aresztowano, zabito w szeregach różnych armii, na różnych frontach i w partyzantce, deportowano do pracy przymusowej itp. Dalszych 30-40% to ekspatriowani - przesiedleni, W pierwszej grupie poszkodowanych największa kategoria to ofiary holokaustu - Żydzi, a druga pod względem liczebności to aresztowani lub deportowani podczas I i II sowieckiej okupacji, najliczniej w okresie 1939-1941. Groza sowieckich zatrzymań, które rozpoczęły się bezpośrednio po dramacie września i wkrótce tragedie deportacji były tak szokujące, że ich ofiary stały się przedmiotem szczególnego zainteresowania konspiracji, a wkrótce też Polskiego Okręgowego Komitetu Pomocy powołanego w Drohobyczu po rozpoczęciu niemieckiej okupacji. Jego staraniem informacje o represjonowanych, systematycznie gromadzone już od jesieni 1939 r., uporządkowano i opublikowano za zgodą Niemców w broszurce z 1942 r. [1]. Żaden powiat ówczesnej Wschodniej Polski nie „zdobył" się na podobnie wyczerpujące i systematyczne opracowanie tematu aż do dnia dzisiejszego. Dziś też okazuje się, że ta praca jest bardzo wiarygodna i prawie kompletna...

Wcześniej jednak z całego terenu sowieckiej okupacji płynęły w świat sygnały o masowości i bezwzględności tego okupanta, jak zwykle bywa z lamentem osieroconych, przerażonych, zaszokowanych i zdezinformowanych, często wyolbrzymione i zdeformowane. Dodatkowo wystąpiła tendencja do ich liczbowego i opisowego wzmacniania dla celów propagandowych lub w bezskutecznym poszukiwaniu pomocy. Nic można więc zbytnio dziwić się ówczesnym sygnałom „wołającym o pomstę do nieba", czego klasycznym przykładem może być wystąpienie abp. Józefa Gawliny, który na konferencji w USA podczas wizyty delegacji rządu polskiego z gen. W. Sikorskim na przełomie 1942 i 1943 r., wstrząśnięty relacjami uratowanych z zesłania czy lagrów, rzucił podobno dla celów propagandowych hasło o milionie dzieci polskich oderwanych od rodzin w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi i wysłanych do robót przymusowych w głębi ZSRR. Wołał też, że podobno zmarło z nich 400 tysięcy. Była to forma tego co nazywano Grüelpropaganda i chodziło o pomoc dla tych uratowanych.

Według najnowszych dokumentów ogólna liczba aresztowanych lub deportowanych w latach 1939-1941 ze Wschodnich Kresów Rzeczpospolitej nie przekroczyła 500 rys. (tylko tyle i aż tyle!), chociaż nadgorliwi przeciwnicy Rosji czy komunizmu z Polonii i z Kraju wciąż szokują milionami i powtarzają szacunki wojenne. Można też darować przesadę Andrzejowi i Tadeuszowi Chciukom, którzy już od końca 1939 r. byli oderwani od realiów Ziemi Drohobyckiej i emocjonalnie wciąż odbierali wszelkie tragiczne wieści, ale trudno zrozumieć traktowanie do dziś wspomnianych szacunków jako wiarygodnego źródła informacji.

A oto kilka przykładów wspomnianych i opublikowanych przekłamań w stosunku do Ziemi Drohobyckiej, wybranych niemal przypadkowo z długiej listy podobnych, pomijając dużo bardziej nieraz drastyczne w rękopisach lub publikacjach niskonakładowych. Dwa pierwsze podaję bez identyfikacji źródła ze względu na ich nagminne powtarzanie się.

1. Z Drohobycza i okolic wywieziono ok. 6000 Polaków. Dalsza analiza wskazuje, że łączna liczba aresztowanych i deportowanych Polaków nie mogła przekroczyć 2500 osób.

W kwietniu 1940 r. aresztowano i wywieziono bez rodzin z Drohobycza 140 licealistów. Jest wątpliwe czy w ogóle można by według stanu z 1939 r. rylu uczniów liceów naliczyć i to łącznie z Żydami i Ukraińcami, wliczając dziewczyny. W „najlepszym" razie mogło ich być 250, a aresztowanych przez cały okres 21 miesięcy uczniów szkól średnich nie było więcej jak 30. Byłoby to ok. 20% łącznej liczby wszystkich aresztowanych i niewiele młodzieży z tej grupy wiekowej pozostałoby na wolności przy takim tempie aresztowań.

3. U nas w sądzie grodzkim wszystkie podziemia wypchane więźniami, cala Górka pełna. Brygidki, choć takie ogromne to więzienie, podobno największe w Polsce [6, s. 75]. Od 1939 do 1944 r. w Zakładzie Karnym na Górce w Drohobyczu, popularnie zwanym Brygidki przez analogię do lwowskich, mieściły się koszary wojskowe (początkowo kawaleryjskie, pracował tam m.in. Feliks Lachowicz). Mimo usilnych starań nie znaleziono dotychczas ani jednego wiarygodnego dowodu, że mogło być inaczej. Więzienie to miało 4 lub 5 pozycję w skali Polski z ok. 1200 miejscami i nie zaliczano go nawet do tzw. I kategorii największych lub najcięższych. Aż strach jednak pomyśleć, że NKWD potrafiłoby tam upchnąć 10-12 rys. ofiar. Więzienie zbudowane od podstaw na pustym terenie w 1910 r. przez łaskawego c. k. monarchę, jako chyba najmłodsze w tej skali w Polsce, było uważane za bardzo nowoczesne i sowietom było go szkoda dla więźniów, a przy okazji siali propagandę, że u nich tak dużo więzień nie potrzeba! Podczas niemieckiej okupacji, obok terenu Zakładu Karnego mieścił się straszny obóz dla sowieckich jeńców wojennych. Funkcje więzienia przywrócono budynkom w 1944 r. po powrocie NKWD. W budynku sądu do 1939 r. i później było więzienie śledcze i obejmowało ono tylko 1/4 część piwnic w czworoboku budynków. Było tam ok. 60 miejsc do 1939 r., a wczasach NKWD i niemieckich mieściło się kilkuset (ok. 300 więźniów). Jak widać dużo tu nieścisłości w jednym tylko zdaniu.

4. ...na Brygidkach w Drohobyczu 22 czerwca 1941 ...NKWD powiedziało więźniom, że ich napuszczają, zabierajcie się z rzeczami. Gdy tłum więźniów stal na dziedzińcu więzienia, z wież wartowniczych zaczęły strzelać karabiny maszynowe... [7, s. 148, powt. [8] s. 17].

Uwagi jak wyżej w p. 3, z tym, że w sądzie drohobyckim, gdzie rzeczywiście doszło do mordu ewakuacyjnego, nie było dziedzińca z wieżami wartowniczymi, a rzecz się działa kilka dni później (najprawdopodobniej 1 lipca).

5. Deportacje kwietniowe (13.04.1940)... z Drohobycza wywieziono 5000 osób, z Borysławia 2000... w tym na wschód 250 licealistów bez ich rodzin [10] powtarza [11, s. 21], [12, s. 76] i wiele innych]. Uwagi jak w p. 1 i 2.

6. Po wkroczeniu armii sowieckiej... w latach 1940-1941 ok. 40% parafian zostało wywiezionych na Syberię [13, s. 194]. W 1939 r. w Truskawcu mieszkało 2500 osób, w tym Polaków (rz.-kat.) nie mogło być więcej jak 1000. Deportacja musiałaby objąć ok. 400 osób, a tymczasem łączna liczba tam aresztowanych i deportowanych nie przekracza 70-75 osób.

7. ...za bolszewików w więzieniu w sądzie przy ul. Stryjskiej w celi na 8 osób stłoczono 150 więźniów, tak że można było tylko stać. Gdy ktoś się zadusił, umarł, szczelnie go osłaniający ludzie nawet nie wiedzieli czasem, że stoją w tłoku z trupem [13, s. 246]. Przez 9 miesięcy (czerwiec 1940 - luty 1941) tj. w okresie największego nasilenia aresztowań (jeszcze byli Polacy, ale już masowo zaczęli do nas dołączać Ukraińcy), szczytem zagęszczenia w jesieni 1940 przed którymś etapem na Wschód, była cela nr 7 (powyrokowa), w której siedziało blisko 150 osób. Wszyscy mieli „cienkie" miejsca

leżące w nocy, a obracanie się z boku na bok wymagało współpracy sąsiadów z tego rzędu leżących koniecznie na tym samym boku oraz tych z naprzeciwka, których nogi w kolanach leżały obok. Wyjście do kibla kończyło się często utratą miejsca. Bywali dyżurni, którzy na komendę obracali kolejne rzędy. Ale to jeszcze daleko do sytuacji opisanej, która owszem mogła się zdarzyć w tzw. „czornych woronach" czyli szczelnie zamkniętych specjalnych samochodach do przewozu więźniów, podobnych po powojennych naszych Osinobusów. Wypadki śmierci więźnia na celi znam tylko z pośrednich relacji, a wykazy ofiar też rejestrują jedynie sporadyczne przypadki.

Straszna sama w sobie prawda nie musi podpierać się fałszem, szczególnie po przeszło pól wieku. Może on stać się dla prawdy największym zagrożeniem!

Jako młodemu chłopakowi kazano mi od jesieni 1939 zbierać wiadomości o aresztowanych lub deportowanych (wówczas mówiło się wywożonych)1. Coś podobnego kontynuowałem po aresztowaniu w czerwcu 1940 (ściślej po „uspokojeniu śledztwa!''), i w 1990 r. z niemałym zaskoczeniem dowiedziałem się, że być może coś z mojego „dorobku szpiegowskiego" trafiło do Listy [1]. Od tego czasu moją idee fix jest sprawdzanie i uzupełnianie tego wykazu oraz badanie dalszych losów wszystkich jego bohaterów (Ilu zginęło, ilu przeżyło?). Zaczynając tę działalność w najśmielszych przypuszczeniach nie oczekiwałem, że Lista okaże się tak wysoce wiarygodna. Dziś zbliżam się do zakończenia uzupełnień, sądząc po znikomej już ich liczbie w skali rocznej oraz przekroczyłem chyba półmetek w ustalaniu dalszych losów wszystkich ofiar. Najchętniej jednak jeszcze bym jakiś czas spokojnie popracował nad tematem, gdyby nie to, że odczuwam ciężar przeżytych lat i wciąż zaskakujące mnie powtarzanie błędnych informacji. Już parokrotnie, zresztą może zbyt nieśmiało [2, 3, 4, 5], próbowałem zasygnalizować faktyczny stan spraw w skali naszego środowiska i dlatego ten szkic dedykuję zwłaszcza trojgu krajanów z Krakowa, Łodzi i Warszawy, którzy szczególnie często operują wielkimi liczbami.

Nową pracę w 1990 r. rozpocząłem od tabelarycznego ujęcia liczbowej treści Wykazu, tu nieco rozszerzonego, i kontynuowałem weryfikując krzyżowo w ciągu 12 lat „Listę" z wykorzystaniem tak wielu różnych sposobów i środków, że nie sposób je wszystkie wyliczyć. Najważniejsze z nich to:

- tysiące indywidualnych lub zbiorowych konsultacji z krajanami w Polsce i na świecie,

- kilka tysięcy listów (ok. 3000) wymienionych z „trudniej dostępnymi" krajanami,

1 Usiłując szybko ustalić dalsze losy aresztowanych rejestrowano często sygnały o przewiezieniu z wiezienia w Drohobyczu do innego zakładu (rzadziej z Sambora, Stryja czy Lwowa), też jako wywozy w głąb ZSRR. W rzeczywistości z Drohobycza tylko w wyjątkowych wypadkach można było trafić dalej na Wschód, np. z pominięciem przejściowego więzienia w Samborze. Równocześnie zdarzało się, ze ogłoszenie ofiarom rozkazu poddania się deportacji, nie całkiem zresztą bez racji, re|estrowano jako aresztowanie (pozbawienie wolności). Oba zjawiska były i są nadal powodem wielu nieporozumień, nawet na dość wysokich szczeblach kompetencji. Dlatego stosuję wyraźne rozgraniczenie między terminem deportacja i aresztowanie


- wszystkie znane imienne wykazy ofiar wojny i represji,

- wszystkie dostępne publikacje (ok. 1500 poz.),

- własne wspomnienia z kontaktów z ok. 200 krajanami w ciągu 6 lat pobytu w więzieniach i obozach (1940-1946),

- kilkadziesiąt tekstów wspomnień nie publikowanych,

- akta z sowieckich archiwów w Polsce i w b. ZSRR.

W pracy z 1993 r. [2] podałem liczbową specyfikację ofiar ujętych w „Liście" i po prawie 10 latach badań mogę tylko stwierdzić, że z ogólnej liczby osób tam wymienionych trzeba wykreślić ok. 40 podwójnie lub błędnie zapisanych i dopisać łącznie ok. 250. W ten sposób zbliżamy się do liczby 2000 osób przyjętej do wcześniejszych rozważań. Po zakończeniu prowadzonej obecnie analizy dokumentacji procesów ZWZ, postaram się przygotować nową wersję imiennych poprawek i uzupełnień do „Listy", podobną do zamieszczonej w pracy z 1993 r. Najwłaściwsze byłoby opublikowanie nowej, poprawionej i uzupełnionej wersji „Listy" z pełniejszymi personaliami ofiar oraz informacjami o ich dalszych losach. Ale bez nadziei na znalezienie sponsora trudno myśleć o takiej publikacji, nieporównanie zresztą bardziej zasługującej na uwagę od wielu innych tasiemcowych wspomnień zalewających rynek wydawniczy.

Jednym z wielu możliwych sprawdzianów „Listy" było też jej porównanie z sowiecką dokumentacją na przykładzie planu deportacji rodzin leśników i osadników w lutym 1940. Porównanie wypadło korzystnie dla „Listy" [9].

Aby jakakolwiek Sprawiedliwość mogła zadziałać najpierw muszą być znane i nazwane ofiary, później ustaleni i osądzeni winowajcy. Dlatego tak wielką wartość ma Lista z 1942 r. i dlatego tak systematycznie ją weryfikujemy i uzupełniamy. Ale jeśli 12 lat poszukiwań i badań nie pozwala na znalezienie więcej niż 10% błędów, przy równoczesnym udokumentowaniu informacji o pozostałych osobach, to można ją z czystym sumieniem już traktować jako dokument o wysokiej wiarygodności. Jeżeli w ciągu 12 lat pracy nad weryfikacją Listy przybyło w postępie malejącym 246 nowych ofiar (od ok. 50 do 3-5 na rok), to w najbliższych latach roczny przyrost na pewno nie przekroczy tej ostatniej liczby. W niczym nie podważy to wiarygodności ogólnego obrazu i nie można dalej zwlekać z publikacją dotychczasowego stanu rozpoznania spraw. Jestem otwarty na wszelkie dalsze udokumentowane imienne uzupełnienia i w razie wykrycia większych przekłamań chętnie wycofam się z podanych ocen w dążeniu do przybliżenia obiektywnej prawdy.

A przy okazji trzeba wyrazić wielki żal, że do dziś tak mato wiemy o tak bardzo zasłużonych autorach Listy. Jest kojarzona dotychczas tylko z nazwiskami działaczy Komitetu Pomocy - profesorów gimnazjum im. Jagiełły - Mścisława Mściwujewskiego i Zygmunta Schneidera.

Powracając do tematu ogólnej liczby deportowanych przez władze sowieckie w latach 1939-1941 można zauważyć, że najczęściej spotyka się szacunki na 2 miliony osób.

Podana liczba deportowanych stanowiłaby 15,38% ogólnej liczby ludności na terenach zajętych we wrześniu 1939 przez Armię Czerwoną (13 mln.). Przyjmując, że nie było zasadniczych różnic w traktowaniu poszczególnych powiatów na rozpatrywanym terenie, proporcjonalnie z terenu b. powiatu drohobyckiego „powinno" być deportowanych 29 991 osób. Skrupulatne „poszukiwania" ofiar deportacji z naszego terenu nie pozwalają na identyfikację więcej jak tysiąca takich ofiar, a dodając nawet drugi tysiąc osób aresztowanych i trzeci tysiąc Ukraińców, którzy zresztą liczą obecnie swoje ofiary bez względu na narodowość, możemy dojść z dużą rezerwą do liczby 3 rys. ofiar, czyli 1,54% całej ludności powiatu (195 rys.). W skali całych Ziem Wschodnich odpowiadałoby to liczbie 200 rys. ofiar, czyli nieco mniej niż wynoszą najnowsze szacunki Ośrodka Karta [15] (320 rys.). Można jeszcze bardziej uściślić przyjęte do rozważań wielkości (do dokładności kilku miejsc po przecinku), ale ich rząd i skala nie dadzą się zmienić. Liczb milionowych nie da się więc obronić na przykładzie b. powiatu drohobyckiego.

Polacy-ofiary najdrastyczniejszych sowieckich represji 1939-1941 z terenu b. powiatu drohobyckiego według Listy z 1941 r.

TABELA




LISTA OSÓB OSADZONYCH w LATACH 1939--1950

MARECKI FRANCISZEK [ 1899 -- 1945/46 ]
w 1918 r. bierze udział w obronie Lwowa, LEGIONISTA ,
w 1919-1921-- Powstanie Śląskie -- zorganizował pociąg pancerny i ruszył ze swoim oddziałem na pomoc powstańcom ; w WP dosłużył się stopnia podporucznika ; absolwent Politechniki Lwowskiej;
wicedyrektor w Prywatnej Szkole Technicznej w Drohobyczu ;
aresztowany wraz z żoną i braćmi w 1944 ; wieziony w Drohobyczu "Brygidkach"
wiosną 1945 -- wyrok 10 lat zesłania -- CHARKÓW -- Fabryka Traktorów (?)
zmarł w nieznanych okolicznościach , data zgonu nieznana [1945/46 (?)] .

MARECKI JAN [ 1901 -- 1979 ]
pracował na Kopalni Nafty "Milano" w Borysławiu ;
bierze czynny udział w konspiracji -- AK -- Lwów ;
aresztowany w maju 1944 ; wieziony w " w Drohobyczu "Brygidkach" ;
wiosną 1945 -- wyrok 10 lat zesłania --m. in. WOLKUTA .........
powrócił do Polski w 1957 po 12 latach niewoli .

MARECKI BRONISŁAW [ 1915 -- 1988]
absolwent Wyższej Szkoły Artylerii w Toruniu ;
brał udział w wojnie obronnej w 1939 ;
dosłużył się stopnia majora ;
wraz z bratem wstępuje w szeregi AK -- Lwów ;
aresztowany w 1944 ; więziony w Drohobyczu "Brygidkach"
wielokrotnie przesłuchiwany w celu ujawnienia miejsca ukrycia broni
bity, głodzony, tortutowany -- ale nie ujawnił nigdy skrytki ;
16.05.1945 skazany na 10 lat zesłania -- m.in. WOLKTA -- IRKUCK -- DNIEPROPAWŁOWSK
powrót do Polski w 1957 po 12 latach niewoli .

BLANDYNA MARECKA z d. BOMMERSBACH [ 1909 - wiosna 1956 ]
żona Franciszka Mareckiego ;
aresztowana wraz z mężem , tylko dlatego, że była żoną oficera, dyrektora ; pozostawiła dwóch synów ( 13-to i 8-letniego ) pod opieką matki ;
więziona w Drohobyczu "Brygidkach" ;
wiosną 1945 -- skazana na 10 lat zesłania -- KRASNOJARSK
zmarła na zesłaniu -- wiosną 1956.

matka Blandyny Mareckiej -- ................... BOMMERSBACH [ ? -- 1946 ]
aresztowana w 1946 -- więziona w Drohobyczu "Brzezinkach"
głodzona, będąc w starszym wieku nie przeżyła,
zmarła w wiezieniu -- ciała nigdy nie oddano.



PROSZĘ WPISYWAĆ NAZWISKA
dziękuję -- proszę o kontakt
turystka57@wp.pl


Wróć do „INDEKSACJA, LISTY i SPISY OSÓB”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron