Niewolnictwo dzisiaj ...

Zapraszam do dyskusji i umieszczania swoich wypowiedzi na różne tematy, które Państwa nurtują, a o których chcielibyście usłyszeć opinię innych...
JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Niewolnictwo dzisiaj ...

Postautor: JanuszStankiewicz » pn cze 20, 2005 17:58

.
Czytając dzisiejszą „Gazetę Wyborczą”, pokusiłem się do napisania tego postu z powodu fenomenalnego zestawienia w niej dwóch tematów, które od dłuższego czasu nurtują moje myśli. Jak zwykle chodzi mi o pewną dozę normalności w teraźniejszym życiu społecznym oraz porównania jej z historią oraz stwierdzenia czy przypadkiem nie przeżywamy jej „powtórki”, a do tego - doszło jeszcze niedawno usłyszane w radiu, określenie o obserwowanym zjawisku „nowo-feudalizmu” w Polsce.
Dla mnie ten temat nie jest nadążaniem za modą, ale jak widać po moich postach już od dawna zajmuję się tymi problemami, a nie mogąc przejść obok nich obojętnie, staram się je opisywać dla swojej pamięci o nich i dla Ciebie Czytelniku. Może ta malutka kropelka moich myśli – sądzę, że ważnych i słusznych – przesiąknie do innych ludzi i poprawi w jakiś sposób niedolę tych wszystkich, którzy zostali na dole drabiny w hierarchii społecznej i starają się sobie jakoś radzić, ale nikt im w niczym nie pomaga, a nawet zupełnie przeciwnie – robi z nich „socjalnych niewolników”. Ja bym nawet nazwał, że są oni poddanymi systemu społecznego, który panuje niepodzielnie w naszym kraju.
I tak coraz mniej się śmieję z dawnej gospodarki socjalistycznej, ponieważ w moich oczach właśnie ona zaczyna rosnąć i obrazować wielkie wartości szumnie nazwane „wolnością jednostki”. Boję się, że dzisiaj tę wolność tracimy, o ile już jej nie utraciliśmy zupełnie…

Wracając do artykułów: pierwszy z nich przedstawia obraz niewolniczej Brazylii – nie w dawnych wiekach, ale dzisiaj…Oto wybrane fragmenty:


„ Zdarzyło się to w 1984 roku, miałem 19 lat. Mieszkaliśmy tu niedaleko, nie mieliśmy nic, wiele rodzin cierpiało głód. Pojechałem do Tucuma. Ja i moja rodzina widzieliśmy w tym jedyny ratunek, bo tu nie było pracy. Pracowałem na plantacji kakao, od szóstej rano do szóstej wieczorem, siedem dni w tygodniu. Wodę piliśmy z ziemi, wszyscy chorowali, ciągle. Po jedzenie trzeba było iść siedem kilometrów w jedną stronę. Tam dostawaliśmy od właściciela ryż i kukurydzę. Odliczał to od zapłaty. Gdy domagaliśmy się pieniędzy, żeby wysłać rodzinie, powiedzieli, że dopiero po wykonaniu całej pracy. Nie było wolno odejść, pilnowali nas strażnicy z bronią. Pracowałem tam przez rok. Na końcu właściciel plantacji zapłacił nam tyle co nic. Nigdy więcej nie pojechałem na żadną plantację.”…

„Ale niewolnicy, jeszcze zanim zostaną niewolnikami pytają: a co mamy zrobić, nie mamy żadnej pracy, to nasz ratunek. Jak nie pojedziemy, to tutaj i tak niczego nie zarobimy”

"Niewolnik jest zniewolony nie tylko za pomocą broni palnej. To także „więzień duszy”. Wielki niemiecki socjolog Max Weber zauważył dawno temu, że zniewolenie jest możliwe tylko wtedy, gdy istnieje choć minimalna zgoda samej ofiary. Współczesny niewolnik naprawdę wierzy, że plantator ma prawo go tak traktować, że jego jedynym „prawem” jest harować od rana do nocy w nieludzkich warunkach.
Niewolnik buntuje się stosunkowo rzadko”

„Niewolnicy boją się siebie nawzajem. To pomaga utrzymać ich w strachu i niepewności. Są ludźmi z różnych stron, nie wiedzą, czy między nimi jest zabójca, złodziej, donosiciel właściciela…. I tak oto na terenach, na których istnieje niewolnictwo, rządzi wszechobecny strach”

„Plantatorzy sami zasiadają często we władzach lokalnych albo mają urzędników w kieszeni. Było wiele przypadków, kiedy zbiegli z plantacji niewolnicy docierali na policję z doniesieniami o torturach, zabójstwach, nieludzkim traktowaniu i byli przez policjantów odwożeni na plantację, z której uciekli. Tam czekało ich piekło. Często śmierć w męczarniach.”

„Brak skrupułów i okrucieństwo zleceniodawców dowodzą, że walka z niewolnictwem nie skończy się jutro ani pojutrze. W grę wchodzą zbyt wielkie interesy. ONI nie myślą się poddać… ONI są tam, (wskazanie w stronę parlamentu) tam splatają się wielkie interesy, wśród kongresmenów i senatorów jest wielu latyfundystów i ludzi ich reprezentujących…”


Tak wygląda pewien obszar życia w Brazylii…
A poniżej zamieszczam cytaty z innego artykułu o pewnym obszarze życia we współczesnej Polsce:


Mówi Magda:
„Ile czasu zajmuje sikanie? W domu pięć minut. W pracy najwyżej dwie. Otwieram Info, wpisuję: „O ósmej trzydzieści M.D. (inicjały Magdy) wyszła do toalety”. Przyklejam na monitorze kartkę o tej samej treści. Sprint do łazienki, tam spędzam minutę, myję ręce, nie suszę, nie patrzę do lustra, wracam biegiem do biurka. Wpis do Info: „ O ósmej trzydzieści dwie M.D. wróciła z toalety” – Nie za długo tam siedzisz? Co ty tam tyle robisz? – słyszę głos szefowej, która właśnie przyszła i pije kawę…Każdą minutę dnia muszę opisywać na komputerze. … Gdy wychodzę do pokoju obok, też to opisuję, z godziną powrotu włącznie. Pod koniec tygodnia program automatycznie sumuje czas pracy. A w poniedziałek szefowa może mnie wezwać i powiedzieć, że w ubiegłym tygodniu spędziłam w toalecie 55 minut.
To o 20 minut za dużo…
Co z tego, że skończyłam marketing z wyróżnieniem? Co z tego, że w umowie o pracę mam tytuł asystentki? Jestem zwykłym popychadłem.. Szefowa jest koleżanką prezesa i jego żony, ale o marketingu nie ma pojęcia. Dlatego wykonuję jej pracę, jestem też telemarketerką, parzę kawę, wysyłam do jej męża, z którym się rozwodzi, rachunki za dentystę córki, odbieram pranie z pralni…
Nie byłam u ginekologa i dentysty od pół roku. Nie mam życia prywatnego, odkąd tu pracuję. Zakupy robię w sklepie nocnym na rogu. Nie wyszła stąd nigdy przed dwudziestą. Nie, przepraszam, raz się wyrwałam o osiemnastej…”

Mówi Tomek:
„Kiedy firma startowała dziesięć lat temu, kierował nami Amerykanin. Każdemu podał rękę na powitanie, nawet sprzątaczce, nie wywyższał się, znał imiona dzieci i żon pracowników. Teraz rządzi nami Polak. Pracował tu jeszcze przed przekształceniem. Szkolili go w Stanach, jak być dobrym szefem, ale niewiele to dało. Traktuje nas jak bydło do pracy, tyle, że robi to w białych rękawiczkach… On między wierszami daje nam odczuć, że jesteśmy dla niego nikim…Kończę pracę i wychodzę. Przeważnie koło osiemnastej. Szef pozwala. Ale są u nas działy, gdzie ludzie boją się wyjść przed kierownikiem. Siedzą do dziesiątej wieczorem i nie robią nic..”

Mówi Prezes w jednej z największych polskich korporacji:
„ Dzisiejsze pokolenie 40-50 latków ma problemy z dostosowaniem się do procedur i kodeksów w firmach. Dla młodszych ludzi to zwykła rzecz. Nie zastanawiają się nad nimi. 80% jest nastawionych na sukces, dla nich liczy się tylko awans…. W korporacjach za granicą pracownicy wiążą się z firmą, bo są lepiej motywowani. Głównie przez pieniądze. U nas motywuje się w ten sposób wyżej postawionych menadżerów, którzy przykręcają śrubę swoim podwładnym. Ci nie wytrzymują, zwalniają się albo są zmuszeni do odejścia. Firmy to nie obchodzi. Na świecie jest 6 miliardów ludzi, ktoś się na ich miejsce znajdzie…”


Wydaje mi się, że już o wszystkim pisałem: o tych nadgodzinach, które nadgodzinami nie są; o tych nieudacznych, naszych przełożonych z klucza partyjnego lub układu koleżeńsko-rodzinnego; o tym wykonywaniu przez podwładnych prac „domowych” dla przełożonych; o tym braku poszanowania godności ludzkiej w stosunkach w pracy; o tym braku alternatywy dla młodego człowieka; o tej niewielkiej różnicy pomiędzy historycznym i dzisiejszym „feudalizmem”; o tym tragicznym, utrzymującym się bezrobociu, które rządzący skrupulatnie omijają szerokim łukiem i nie robią nic, aby je wyeliminować…
Pisałem o wielu rzeczach, może trzeba nie pisać? – „olać” to?, przecież mnie w sposób bezpośredni w tym momencie to nie dotyczy?
Wiem natomiast jedno, że wkraczamy na niebezpieczną drogę prowadzącą „do nikąd”, w nieznany świat średniowiecza w XXI wieku…
Niebezpieczna to droga…

A jak wiele możemy zgubić na tej drodze wartości duchowych i ludzkich niechaj zobrazuje ten przykład, zamieszczony na stronie www.corporatemonkeys.org:


„Zamknij pięć szympansów w jednym pokoju.
Pod sufitem powieś banana i ustaw przy nim drabinę.
Zainstaluj system, który wyleje lodowatą wodę w pokoju, jeśli szympans zacznie wchodzić po drabinie. Zwierzęta szybko pojmą, że trzeba ją omijać z daleka.
Po jakimś czasie wyłącz system polewanie wodą.
Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten wejdzie na drabinę po banana i od razu oberwie od innych.
Zastąp kolejnego za starych szympansów nowym. Ten też dostanie lanie. Najmocniej będzie bił ostatnio wprowadzono.
Kontynuuj wymianę, aż w pokoju zostaną tylko nowe szympansy. Zauważysz, że żaden z nich nie będzie się próbował wspinać na drabinę, a ten co spróbuje, oberwie od pozostałych.
Najgorsze jest to, że żaden z nich nie wie, dlaczego.
Tak rodzi się funkcjonowanie i kultura firmy.”


Jedna uwaga: nie tylko firmy, nie tylko…

Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » wt lip 05, 2005 19:25

.
Oto przyczynek do ogólnego rozumienia zjawisk, jakimi są warunki pracy dzisiaj:
http://www.stankiewicz.e.pl/rozne/psy.htm
Chciałbym zwrócić tylko uwagę na ostatnie zdania:

„Równie systematycznie w tym niechlubnym współzawodnictwie pnie się do góry obsadzanie stanowisk „krewnymi i znajomymi królika".
W ostatnim pomiarze protekcja kadrowa zajęła drugie miejsce, już tylko o jeden punkt proc. za nadużywaniem przez urzędnika funkcji dla osiągnięcia osobistej korzyści.
Z badań Pentora nie wynika, czy takie wywindowanie przez polskich menedżerów i przedsiębiorców znaczenia nepotyzmu związane jest z okolicznością, iż respondenci w większości są właśnie decydentami w sprawach kadrowych.”

Z badań może nie wynika …, ale z rzeczywistości – TAK.
Z jednej strony to dobrze, że respondenci (decydenci) nie ukrywali protekcyjnego schematu obsadzania stanowisk, z drugiej strony – kiedy panuje "wojna" to komu można i zarazem trzeba pomagać ? …
Nie zmienimy w tym działaniu wiele, nawet głośno o tym pisząc, czy krytykując – po prostu:
w walce o przetrwanie nie ma miejsce na etykę

:28 Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » pn lip 18, 2005 17:50

.
Kolejny kamyczek do ogródka – http://www.stankiewicz.e.pl/rozne/gp.htm

Dla sceptyków mam informację – otóż cały czas będę szukał tych „brudów” życia codziennego i starał się uwypuklać te zagadnienia, bowiem nie chciałbym, aby te „brudne” stosunki pracy były odbierane jako „normalne”. To taka moja wojna z tym, co spotykamy wszyscy w swoich zakładach pracy.
Współczuję młodym menadżerom, że czasem nie potrafią zrozumieć co to jest „normalność”, a za sprawą złych nauk w „cudzoziemskich firmach”, w swoim pędzie do sukcesu – idą „po trupach”, aby tylko zrealizować swój wyimaginowany cel bycia bogatym i życia w splendorze tzw. spełnienia zawodowego.
Nie tędy droga, nie tędy…

):gunsmile Janusz Stankiewicz

Kenny

Postautor: Kenny » wt lip 19, 2005 19:48

Wszystko ,co tu napisałeś to oczywiście prawda oparta na empirycznym doświadczeniu.Jednakowoż prosiłbym zwrócić uwagę na wzniosłą hipokryzję ,bardzo charakterystyczną dla dziennikarzy GW,której już od lat nie czytam i mam satysfakcję,że przynajmniej ode mnie nie zbierają kasy.Nie mogę pogodzić się z widokiem tych biedaków wywalonych przez GW na skrzyżowania polskich ulic,którzy sprzedają gazety nie zdając sobie sprawy,że ci ,którzy ich tam posłali są ich cichymi mordercami.To jest dopiero temat godny uwagi.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » ndz lip 24, 2005 13:23

.
Nie jest moim głównym zamiarem zbieranie informacji potwierdzających moją wiedzę zdobytą nie tylko w „szkołach”, ale także w „życiu”, ale przedstawiam pewnego rodzaju jaskółkę lepszego i zdecydowanie pozytywnego podejścia do zagadnień stosunków w pracy zawodowej – link – http://www.stankiewicz.e.pl/rozne/siec.htm

Jak zwykle pozwolę zacytować sobie najważniejsze fragmenty:
mówi amerykański menadżer:

„porządne wynagrodzenie plus zakładowy system ubezpieczenia zdrowotnego, z którego korzysta większość pracowników, sprawiają, że są oni bardziej wydajni i zostają w firmie na dłużej.”
i drugi:
„takie podejście do biznesu mogłoby oznaczać rewolucję w polskim sieciowym handlu, słynącym dotąd z niskich płac i złego traktowania pracowników”

Pisałem już o tym wcześniej, ale póki nie zostanie radykalnie zmieniona „wielkość procentowa” ludzi pozbawionych pracy nie sądzę, żeby nasza kadra tzw. menadżerska była skłonna zmienić sposób postępowania (zresztą totalnie narzucony przez cudzoziemskie zarządy, które wcale nie utożsamiają się z naszym narodem, a jedynie wykorzystują w sposób perfidny i maksymalny, istniejące możliwości na rynku pracy).
Może za parę lat, jak już się „nachapią” albo „zmądrzeją”, zrozumieją, że wysługiwanie się „obcym” nigdy nie kończyło się pozytywnie…


Melodramatu i ekspresji niechaj doda krótki urywek wypowiedzi niejakiego Kuklinowskiego z „Potopu” chcącego przekabacić na stronę szwedzką Babinicza:

„ten dom pali się, a głupi, kto z palącego się domu nie ucieka. Waćpan może imienia zdrajcy się boisz?… Pluń na tych, co cię tak nazwą! Chodź do naszej kompanii… jeżelić cnotka przeszkadza to ją wycharchnij!
Na co Babinicz –
„jesteś szelma, zdrajca, łotr, rakarz i arcypies! Masz dosyć, czyli mam ci jeszcze w oczy plunąć?…”
A po znanym geście, po którym Kuklinowski stoczył się a dół, jak kamień wyrzucony z balisty, Babinicz jeszcze dodał
„prywatnemu, nie posłowi…”


):nothwort Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » ndz wrz 11, 2005 07:43

.
Z życia wzięte ...

Wczoraj byłem na rozmowie w sprawie ewentualnego podjęcia pracy w nowej firmie (ponoć pracownik najemny powinien zawsze „być na bieżąco” z możliwościami jakie oferują nam nasze zakłady pracy ...) – firma prywatna, zatrudniająca ok. 15 osób:
* dzień pracy ok. 12-13 godzin, płace pracowników fizycznych ok. 2000 zł za ok. 300 godzin roboczych w skali miesiąca !!! –
* karbowy zapisujący, kto i na ile opuszcza swoje stanowisko pracy,
* za błędy i braki produkcyjne – obciążany jest pracownik,
* właściciel na terenie zakłady może palić papierosy – „chołota” pracująca już nie ...
* Prezes skarży się, że ludzie nie chcą dłużej pracować i zarabiać większych pieniędzy !!!



A ponoć w naszym kraju nie ma niewolnictwa ??? !!!

):wacko Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

...

Postautor: JanuszStankiewicz » wt paź 18, 2005 17:14

.
Jeśli jakaś praca została od początku źle zrobiona,
wszelkie usiłowania jej poprawienia jeszcze ją pogorszą.
Prawo Finaglesa


W „Gazecie Wyborczej” w dn. 17.10.br. ukazał się artykuł pani Małgorzaty Kozarewskiej opisujący ostatnie wydarzenia dziejące się w zakładach firmy Indesit w Łodzi.
(Niestety nie zamieszczę treści, ale dla zainteresowanych mogę wysłać skany).
Po śmierci pracownika fizycznego na linii produkcyjnej, któremu maszyna zmiażdżyła głowę, jednemu z kierownikowi pocięto twarz.


Oto niektóre wypowiedzi świadczące o anormalnych stosunkach pracy:
Mówi pracownik –

„...makaroniarze nie są jeszcze tacy najgorsi. Oni nawet nie zaglądają na produkcję. Najgorsze są polskie szmaty, co im wchodzą w d... bez mydła. Kazali pozdejmować wszystkie zabezpieczenia z maszyn, bo musi być szybciej i szybciej. Więcej i więcej. To właśnie zabiło Tomka. Cud, że nie zabiło nikogo wcześniej. Zrobili z nas białych murzynów za 4 złote na godzinę...”

W tekście czytamy:
„...W 2004 roku firma została uhonorowana tytułem Wybitny Polski Partner Biznesowym, dwukrotnie zdobywała nagrody dla najbezpieczniejszego pracodawcy i za najlepszą jakość pracy i produktów...”

A na forum internetowym pracownicy zakładu piszą:

„...pseudo-kierownik linii 8b dostał po łbie i skradziono mu samochód, ale to nie pomogło. Następny był pseudo-kierownik linii 7b W.P. – po łbie i do szpitala. Też nie pomogło. Następny jest pseudo-kierownik linii 5b śmieszny A.(...) Żebym nie zapomniał o najważniejszym, że jeszcze jest największa szmata w zakładzie R. Za ten łeb jest wysoka nagroda...”

A dlaczego tak się dzieje:
„... robotnicy żalą się, że stale byli zmuszani do nadgodzin i pracy w soboty. Tomek miał mnóstwo nadgodzin,. Zdarzało się, że kończył pracę o 22, a o 5.30 znowu był w pracy. Tego wymagało kierownictwo. Był często przemęczony i zdenerwowany”
„ przyjmowali często dzieciaki do pracy, zaraz po zawodówce, bez żadnego doświadczenia i umiejętności, bo żaden prawdziwy fachowiec nie chciałby pracować za 4,20 na godzinę. Szkolenie przy maszynach trwało parę minut. A potem ruszała taśma i kierownik jak poganiacz bydła ciągle poganiał i poganiał. Bo jak robotnik nie wyrabiał normy, to kierownik dostawał po głowie. Więc odgrywał się na nas...”


Kierownicy mawiali:
„...jak się nie podoba, to możesz jutro już nie przychodzić – na twoje miejsce jest las rąk...”

Pracownicy replikują:
„...Ludzie tego nie wytrzymywali psychicznie i fizycznie, tym bardziej, że często były przestoje nie z ich winy. A to nie przyszły jakieś części do montażu na czas, a to komponenty były złej jakości, ale zawsze winni byliśmy my. I po premii. Niektórzy uciekali po paru godzinach. W ogóle rotacja była ogromna...”;

...Polski karierowicz jest gorszy od obcokrajowca wyzyskiwacza..."

„...przeklinają zakład, ale nie odchodzą. Z nadgodzinami na produkcji można wyciągnąć 1000 zł – w takim mieście jak Łódź da się za to przeżyć. A że codziennie ryzykujemy i znosimy obelgi? To cena za to, że jest co włożyć do garnka...”


Co na to Państwowa Inspekcja Pracy?- otóż:
„...Młody mężczyzna, który zginął w zakładzie przepracował w lipcu 250 godzin, a więc w przybliżeniu 80 ponad normę. Zgodnie z unijnym prawem w ciągu miesiąca można mieć 32 nadgodziny, a więc zmarły przekroczył ten limit niemal trzykrotnie. Coś tu nie jest w porządku... Jeśli stwierdzimy, że doszło do złamania prawa, możemy nałożyć grzywnę do 1000 zł albo skierować sprawę do sądu grodzkiego. Tam grzywna jest wyższa – 5000 zł...”

„...Na zdjęciach zrobionych przez Joanną widać linię montażową na której są wytłaczane drzwi do lodówek, bramki przy prasach otwarte, umożliwiające podejście do maszyny, znowu zdjęto czujniki zabezpieczające. Zaniosła te zdjęcia do PIP. Tam uznali, że są niewiarygodne. Poradzili pójść do prokuratury. Prokuratura odesłała ją do PIP...”

................

Nie wiem czy oddałem klimat tego artykułu, ale przytoczyłem tylko niektóre fragmenty, aby mieć kolejne odniesienie do poruszanych już wcześniej wątków.

Nie komentuję, ponieważ znowu bym się musiał powtarzać – po prostu - to wszystko jest naprawdę przerażające...


):wacko Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » wt kwie 25, 2006 09:54

.
Jak donosi dzisiejsze wydanie "Słowa Polskiego Gazeta Wrocławska":

Koniec beztroski pracodawców?

Tomasz Łesak domaga się od byłego pracodawcy kilkunastu tysięcy złotych (fot. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska/Wojtek Wilczyński)
Dwa lata więzienia albo słona grzywna będzie grozić za niewypłacanie wynagrodzeń
Z czego ma żyć pracownik, który nie dostaje miesięcznego wynagrodzenia? Niektórzy przedsiębiorcy w ogóle nie zadają sobie takiego pytania. Ich beztroska wkrótce się skończy
Tomasz Łesak, kierowca tira, pracuje za granicą. Wcześniej rozwoził ładunki we wrocławskiej firmie Pierz-Trans. To z jej właścicielem ponad trzy lata toczy batalię o zaległe pensje.
Chodzi o ponad czternaście tysięcy złotych – mówi Tomasz Łesak. Mam nadzieję, że mój były szef nie wymiga się.
Ten jednak wcale nie myśli płacić.
To ja czuję się oszukany, bo mój były pracownik nie rozliczył się z delegacji – twierdzi Janusz Pierz.
Tomasz Łesak przyznaje, że zatrzymał pieniądze z delagacji.
Kiedy byłem zupełnie bez grosza, oświadczyłem pracodawcy, że na poczet długu zatrzymuję trzy tysiące złotych delegacji. Musiałem tak zrobić, bo nie miałem za co nakarmić rodziny – wspomina Łesak. Oddam te pieniądze, gdy dostanę pensję.
Jego sprawę bada sąd pracy, zaś właściciel firmy poskarżył się prokuratorowi. Ten umorzył jednak dochodzenie po przesłuchaniu Łesaka i innych kierowców.
Wielu z nich było zmuszanych do pracy za darmo – mówi Tomasz Łesak.
Wynajęty przez niego adwokat Zygmunt Iwaszkiewicz twierdzi, że to normalna(!!!! - przyp. mój) praktyka w tej firmie.

Ten spór nie musiałby zajmować tak długo sądu, gdyby obowiązywały przepisy, które są dopiero przygotowywane. Państwowa Inspekcja Pracy domaga się, by niepłacenie pensji zostało uznane za przestępstwo. Nieuczciwi przedsiębiorcy płaciliby grzywnę do 30 tys. zł, a nawet mogliby pójść do więzienia na dwa lata. Kiedy takie rozwiązanie wejdzie w życie? Nie wiadomo. Pracuje nad tym Kancelaria Prezydenta RP.

Do Państwowej Inspekcji Pracy zgłoszono w 2005 roku w całym kraju 2,8 tys. przypadków złośliwego lub uporczywego naruszania praw pracowniczych. W 800 sprawach sporządzono akt oskarżenia.
Agata Ałykow


Poczekamy zobaczymy, kiedy i czy wejdzie ta ustawa...
Swoją drogą chyba nadaje się do rządu (hę...), bowiem już długi czas piszę o tych problemach, o tego typu zjawiskach, a rząd zdaje się dopiero teraz dostrzegać je...
Przecież nie wypłacanie pensji powinno być po prostu karane jako złodziejstwo...!!!

Przerażające czasy... a JPII patrzy z góry i nie grzmi?!

):drool Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » ndz kwie 30, 2006 11:46

.
Obrazek z niewolnictwa a'la XXI w. na podstawie doniesienia IAR:

"Polacy wykorzystywani w Wielkiej Brytanii 29.04.2006
Polacy pracujący w Wielkiej Brytanii są bezprawnie wyzyskiwani - pisze dziennik "Guardian". Gazeta przeprowadziła śledztwo w sprawie warunków pracy imigrantów.
Najgorsza jest sytuacja w hotelarstwie. Według dziennika, imigranci stanowią tu 60% siły roboczej i są często świetnie wykwalifikowani. Ich płace należą jednak do najniższych w kraju. Zdaniem związków zawodowych, 80% hoteli płaci najniższe możliwe stawki, często wymagając nadgodzin w ramach podstawowej pensji. Hotele o niższych standardach oferują nawet pieniądze poniżej ustawowej minimalnej płacy.
Zdaniem Stowarzyszenia Polaków w Wielkiej Brytanii, imigranci często nie otrzymują nawet wymaganego przez prawo wyszczególnienia zarobków na papierze. Problemem jest to, że imigranci nie znają swoich praw, lub boją się je egzekwować. Bo zapisanie się do związku zawodowego - konkluduje "Guardian" - grozi utratą pracy
."


no coments
):mad Janusz Stankiewicz


Wróć do „POROZMAWIAJMY O ...”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości