Inteligencja twoim wrogiem ?

Zapraszam do dyskusji i umieszczania swoich wypowiedzi na różne tematy, które Państwa nurtują, a o których chcielibyście usłyszeć opinię innych...
JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Inteligencja twoim wrogiem ?

Postautor: JanuszStankiewicz » pn lut 13, 2006 14:06

.
Polecam do przeczytania i refleksji artykuł Iwony Bugajskiej „Kiedy inteligencja staje się Twoim wrogiem” (Gazeta Wyborcza 13.02.2006 r.)

Ich IQ? Mają po 148, a nawet 200! Są najmądrzejszymi bezrobotnymi na świecie.

Kilka tygodni temu agencje prasowe obiegła wiadomość: Najinteligentniejsza kobieta świata jest bezrobotna! Bułgarka Daniela Simidchieva ma pięć tytułów magisterskich, zna cztery języki, a mimo to nie ma pracy. Gazety porównywały ją do Marii Skłodowskiej - Curie. "Ma taki sam iloraz inteligencji jak Curie, ale na tym kończą się podobieństwa. Polka nie umiała posprzątać mieszkania, ale miała dwie Nagrody Nobla. Simidchieva ma trójkę dzieci, ale za to nie ma pracy!" - pisze bułgarski "Standart" .
Ponadprzeciętną inteligencję (IQ minimum 148) ma 2 proc. ludzi na świecie. Jeśli udowodnią to, przechodząc test IQ, mogą zostać członkami międzynarodowego stowarzyszenia Mensa. Ci, co mają kontakt z takimi osobami, przyznają jednak, że ludzie z wysokim IQ nie najlepiej radzą sobie na rynku pracy. - Z moich obserwacji wynika, że wśród członków Mensy nawet do 20 proc. to ludzie bez pracy, i to niezależnie od tego, czy rzecz dzieje się VI Polsce z bezrobociem rzędu 17 proc., czy w Irlandii, gdzie wynosi ono 4 proc. - mówi Jacek Leluk, członek polskiej Mensy, biochemik, bioinformatyk, wykładowca na Uniwersytecie Zielonogórskim.
Pan Jerzy mieszka pod Wrocławiem. Członkiem Mensy jest od czterech lat, bez stałej pracy od lat 17. Zarabia dorywczo (udzieli korepetycji, przewiezie towar), akurat tyle, by przeżyć. Z ostatniej stałej pracy, jak mówi, odszedł sam: - Dlaczego? Konkretnego powodu nie było. Czułem się tam źle. Nie dogadywałem się z szefem. Byłem nielubiany. Nie poda nazwiska, bo "nie chce wzbudzać sensacji". - Tu, gdzie mieszkam, i tak uważany jestem za dziwaka - dodaje.
Jacek Leluk widzi to tak. Jest kilka powodów, dla których mensanie są często bez pracy, ale najważniejsze są trzy: dopadająca ich nuda oraz lenistwo i minimalizm: - Mensanin na wykonanie niektórych zadań potrzebuje dwa, trzy razy mniej czasu niż ktoś o przeciętnej inteligencji. Dajmy na to, że pan X jest handlowcem i w ciągu roku ma przynieść firmie 100 tys. zł zysku. OK, on te pieniądze zarobi w trzy miesiące, a przez pozostałe dziewięć siedzi w internecie i szuka informacji o fraktalach i cząstkach. Jak reaguje szef? Podnosi normę. Koledzy w pracy są wściekli. A mensanin? On, choć mógłby sięgnąć szczytów, pasuje. Jego normy i wielkie pieniądze nie interesują, interesują go fraktale. Stary układ mu odpowiadał, nowy nie, więc odchodzi. Marcin Wójcik (bez pracy był kilka miesięcy) pracuje w Instytucie Energii Atomowej. Przyznaje, że pewne prace wykonuje wiele razy sprawniej niż koledzy, a to powoduje, że szybko się nudzi i ciągle oczekuje nowych, trudniejszych wyzwań. I przyznaje, że czasem już takich nie ma.
Leluk żartuje: - Gdyby wszystkich naukowców zamknąć razem, to nie nudziliby się trzy miesiące, a potem zaczęliby się nudzić, bo wszystko by już wymyślili, obliczyli. No ile razy można skonstruować komputer i wynaleźć szczepionkę przeciw grypie?
Izabela Jum1ewicz z Jobs.pl: - Przeciętny śmiertelnik wpada w rutynę i nudzi się pracą po trzech latach, człowiek z wysokim IQ po pół roku. Jeśli firma nie ma struktury płaskiej, to szef może zmienić mu stanowisko, ale też nie bez końca, pewnie na kolejne pół roku. Doświadczyła tego Anna Osowska (w Mensie jest od trzech lat, bez etatu od roku), która pracowała w firmie zajmującej się sprzedażą paliw. Mówi: -- Dobra praca, dużo podróżowałam po świecie, tyle że rozwijałam się jakieś pięć miesięcy. Kiedy poprosiłam szefową o awans, odrzekła, że na razie w firmie nie ma ruchów kadrowych. Zwolniłam się, uznając, że sobie poradzę. Pracy intensywnie szukała przez pięć miesięcy, w końcu złamała niepisaną zasadę i wpisała w CV, że jest w Mensie (taka zasada istnieje w Polsce, ale np. w Ameryce już nie), i wtedy w jednej z firm usłyszała, że "do tej pracy jest „za mądra".
Leluk: - W niektórych krajach rzeczywiście, by zdobyć stanowisko, nie można przekroczyć pewnego IQ. Tak jest, dajmy na to, w przypadku amerykańskich astronautów. Ich IQ nie może być wyższe niż 125. Dlaczego? Bo pewnego dnia astronauta, będąc na orbicie, obsługując piekielnie drogi sprzęt, uzna, że polecenie szefa jest głupie, i go nie wykona.


I jeszcze wywiad:

IWONA BUGAJSKA: Jak długo była Pani bezrobotna?
DANIELA SIMIDCHIEVA : W gazetach napisali, że dwa lata, ale się pomylili. Bezrobotna byłam przez dwa miesiące. Było to spowodowane kilkoma czynnikami. Odeszłam z pracy, bo szukałam czegoś nowego, bo zmieniałam miejsce zamieszkania, bo musiałam opiekować się córką.
IG: Gdzie teraz Pani pracuje?
DS.: - Jestem socjologiem w Centrum Analiz i Marketingu. Przez 21 ostatnich lat wykonywałam mnóstwo zawodów: byłam m.in. merchandiserem, dziennikarką, nauczycielką, mistką, grafikiem komputerowym. Skończyłam studia ekonomiczne i socjologię. Mam licencjat z inżynierii przemysłowej. Studiowałam anglistykę, ale jej nie skończyłam. Studiowanie to pewien rodzaj hobby. Po prostu zawsze chciałam wiedzieć więcej, a nie tylko wierzyć.
IG: Czy Pani IQ jest atutem dla pracodawców?
DS.: - Kiedyś pisałam w CV, że jestem członkiem Mensy, ale wielu pracodawców w ogóle nie wiedziało, co to jest, i pytało mnie, czy należę do jakiejś sekty.


Ciekawe co Państwo o tym sądzą?

:o Janusz Stankiewicz

Ryszard
ŚREDNIO - ZAAWANSOWANY UŻYTKOWNIK
ŚREDNIO - ZAAWANSOWANY UŻYTKOWNIK
Posty: 11
Rejestracja: ndz cze 18, 2006 09:33
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Postautor: Ryszard » śr cze 21, 2006 12:34

Niestety, wysokie IQ (szczególnie to baaardzo wysokie) wiąże się czasem z jakąś życiową nieporadnością. Przecież taka superinteligentna osoba nie powinna mieć problemu ze zorganizowaniem sobie miejsca pracy, znalezieniem klientów. Taki geniusz, powinien z sukcesami grać na giełdzie. No, ale tak nie jest.
Niech więc maxi-inteligent jedzie do kraju, który takich ludzi łowi i hołubi. Są takie kraje, które już w szkole zauważają, że dziecko ma nadzwyczajne zdolności i kierują nim tak, aby przyszły dorosły przyczynił się do wzrostu PKB na miarę swych ogromnych możliwości. Niektórzy zaś ludzie tak są zapatrzeni w swoje możliwości umysłowe, że wydaje im się, że wysiłek nie jest już potrzebny. Bez pracowitości to się mogą obyć naprawdę wybrańcy niebios, niektórzy geniusze, co to piją i się łajdaczą, a potem ludzkość im stawia pomniki.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » czw cze 22, 2006 08:21

.
Pozwolę sobie zacytowac jedną z definicji inteligencji: Strelau napisał tak: „Inteligencja to konstrukt teoretyczny odnoszący się do względnie stałych warunków wewnętrznych człowieka, determinujących efektywność działań, wymagających procesów poznawczych. Warunki te kształtują się w wyniku interakcji genotypu, środowiska i własnej aktywności człowieka.”

Badanie ilorazu IQ należy oczywiści traktować jako dość specyficzną zabawę prowadzącą do umiejscowienia swojego umysłu w pewnej hierarchii wyniku matematycznego, wynikającego z badań, natomiast nie mówi ona nic co z tego wynika dla „posiadacza” odpowiedniego IQ.
Trudno mi nie opierać się Pana zarzutom, że ten co ma IQ = 200 ma sobie sam znaleźć pracę, poszukać klientów, bo z takiego sformułowania wynikają błędne wnioski – w tym wypadku już tylko krok dzieli nas od stwierdzenia, że właściwie to Einsztein powinien sprzedawać skarpetki ...(których z reguły nie nosił, bo twierdził, że szkoda czasu na ich zakładanie, zdejmowanie i pranie – nie są potrzebne do funkcjonowania organizmu...).
Przy tak właśnie ukierunkowanym założeniu, Pana chęć rozwoju poprzez konsumpcję musiałaby lec w gruzach, ponieważ wszyscy być coś sprzedawali, kupowali, cały czas produkowaliby te same rzeczy – zatem nie byłoby kogoś, kto prowadziłby rozwój nauki, podnosząc z kolei potencjał intelektualny kolejnych populacji – człowiek dalej łupałby sobie narzędzia kamieniem o kamień....

Z kolei pamiętam z dawnych lat, jak pani nauczycielka ze szkoły podstawowej mawiała, że jeżeli nie masz zdolności to musisz nadrobić to pracowitością...

Życie jest życiem i nie ma żadnych gotowych recept na jego „spędzenie”, ale wydaje mi się, że najlepszą drogą jest odpowiednie wykorzystywanie zdolności i potencjału ludzi z wysokim IQ, a nie ukierunkowanie ich na najprostsze prace – oni w tym się po prostu „zmarnują”.
Tylko ciągle pozostaje pytanie bez odpowiedzi - jak to zrobić?

:roll: Janusz Stankiewicz

Ryszard
ŚREDNIO - ZAAWANSOWANY UŻYTKOWNIK
ŚREDNIO - ZAAWANSOWANY UŻYTKOWNIK
Posty: 11
Rejestracja: ndz cze 18, 2006 09:33
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Postautor: Ryszard » czw cze 22, 2006 11:19

1. Dla mnie ta definicja jest nieprecyzyjna, bo chociaż opisuje czym jest inteligencja, nie bardzo definiuje ją, tzn. nie możemy na jej podstawie określić, czy jakieś działanie jest przejawem inteligencji, czy kogoś możemy nazwać bardzo inteligentnym. I tak, inteligencja miałaby być tylko konstruktem teoretycznym odnoszącym się do, a nie samymi tymi warunkami wewnętrznymi człowieka. Z definicji dowiadujemy się, że rzeczony konstrukt odnosi się, ale jak? Czy jest miarą ilościową jak IQ (wtedy trzebaby zdefiniować sposób wyznaczania, a jak wiadomo - tego się nie da zrobić), czy też jest oceną jakościową tych warunków (a niby kto miałby to oceniać). Same warunki wewnętrzne determinujące efektywność działań (czy aby na pewno miał tu być przecinek?) wymagających procesów poznawczych też słabo określają inteligencję, bo jak w tym wątku kilka razy zauważono u niektórych przenikliwa inteligencja koncentruje się na "życiu wewnętrznym" i nie idzie za tym żadna efektywność działań, ani nie zachodzą procesy poznawcze (w pewnym sensie)

2. Nie wymagam od Einsteina sprzedaży skarpetek. Ale nie wymagajmy od państwa, które z natury swej jest aparatem przemocy wobec obywatela ( w zależności od ustroju służącym różnym władcom od pojedynczego satrapy, poprzez warstwę panującą do ogólu obywateli w demokracji), aby organizowała zajęcie ludziom inteligentnym. Pan jest zwolennikiem solidaryzmu społecznego, ale bardzo bym chciał, aby był on rozumiany jako pomoc ogółu tym, którzy sobie nie dają rady - mało zdolnym, zagubionym, chorym, dotknietym chwilowym nieszczęściem. Nie może być tak, że wszyscy będziemy się składać na pomoc dla wszystkich. Przeciętny człowiek sam sobie pomoże najlepiej. Trzeba dać słabszym - trudno. Ale jeśli trzeba dać wszystkim - to najsprytniejsi (a spryt jest także miarą inteligencji, nie tylko zrozumienie poezji) wyrwą najwięcej i dla słabych zostanie mało.
Einstein powinien pracować na dobrej uczelni. Jeśli nie ma jej w kraju, powinien wyjechać. Jeśli uważa, że kasa i zagraniczne konferencje, i publikacje w prestiżowych czasopismach, i Nagroda Nobla są nic nie warte, niech zostanie bibliotekarzem i w wolnych chwilach przemyśliwa nad sensem świata. Jeśli do tego uważa, ze powinien jeździć mercedesem, bo mu się to należy za jego wrażliwość i inteligencję, to niech jednak sprzedaje skarpetki. Inteligentna osoba musi umieć zakreślić sobie priorytety życiowe (zbawianie świata, rozwój własny, sława, pieniądze czy też spokój wewnętrzny i harmonia ducha), musi mieć określić warunki, ograniczenia i cele. Musi w końcu bardziej niż jednostki ograniczone cele te realizować.
A państwo, czy też społeczeństwo nie musi pożądać ani poezji, ani patentów, ani rakiet. Jest oczywiście kiepskim państwem jeśli tego nie pożąda, jeśli nie szuka dla siebie jednostek wybitnych, aby je wykorzystać z pożytkiem dla siebie i dla tych jednostek.

A płacz geniuszy, że im się należy za ich geniusz cośtam od państwa - stawia ich w dwuznacznej sytuacji - w końcu są zdolni, czy tylko tak o sobie myślą.

3. A moja pani nauczycielka powiadała, że wielkie dzieła to 10%geniuszu i 90% pracy. I z tym się zgadzam, może nie z procentami, ale z zasadą - dzieło wymaga pracy. I proszę mi nie wyjeżdżać z Einsteinem, bo aby napisać te 2 kartki musiał nieźle się nagłówkować w tym Urzędzie Patentowym (bynajmniej nie nad wnioskami i formularzami)

4. Teraz o mnie. Mam się za inteligenta i osobę inteligentną, wcale nie geniusza. Pracuję w zawodzie który sobie wybrałem, lubię i pasuje do moich predyspozycji. W tym zawodzie przeciętna płaca jest wyższa od moich dochodów, ale ja cenię sobie niezależność i możliwość robienia tego co chcę. Osiągnąłem poziom pośredni - ani nie mam tyle pieniędzy, jakie bym chciał, ani nie robię wszystkiego co bym chciał - ale to mój wybór i to ja, wierząc w swoją inteligencję (jakkolwiek bufonowato by to brzmiało) dokonuję wyborów. Nie płaczę gdy dzieje mi się krzywda - wnerwiam się z tego powodu.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » czw cze 22, 2006 12:48

.
Oczywiście, że ma Pan rację iż nie ma precyzyjnej miary „inteligencji” – dowodem jest chociażby zwykła ilość definicji, którą stworzono na określenie tegoż. My na co dzień, dość przyznaję hasłowo, uznajemy wskaźnik IQ, jako wyrażenie wartości (wielkości?) inteligencji (właśnie jakiej?) – jest to oczywiści tylko i wyłącznie popularne i rozreklamowane oznaczenie – jakiś taki ersatz, miernik niezbyt szczegółowy i niezbyt precyzyjny, ale dający jakiekolwiek możliwości porównawcze. Bez tego wskaźnika, zresztą tylko chyba cieszącego ludzi z Mensy, nie można byłoby wcale mówić i porównać kogokolwiek z kimkolwiek.
Czy komuś to odpowiada, czy nie, wskaźnik IQ tworzy jednak jakąś wartość, ot chociażby dla opisania osoby i stwierdzenia czy ona "coś" umie czy też nie.
Dla mnie jest wyrażeniem posiadanego poziomu wiedzy – takiej bardziej skojarzeniowo- matematyczno-interdyscyplinarnej (przynajmniej ja tak widzę testy na IQ, nikt chyba jeszcze nie wymyślił, jak zwartościować uczucia?), zatem odzwierciedlającej poziom możliwości człowieka w tym zakresie. Jeżeli zaś w tym zakresie wypadamy dobrze możemy mieć pewność, że w wybranym przez siebie zakresie będziemy lepsi od innych.
I tu dochodzimy do sedna sprawy – pisze pan, że inteligent „musi umieć zakreślić sobie priorytety życiowe ... Musi w końcu bardziej niż jednostki ograniczone cele te realizować.”
Otóż określenie priorytetów życiowych jest jak najbardziej wskazane, ale już realizowanie tych wyznaczonych celów jest trudniejsze do spełnienia. Cóż ma bowiem począć młody inżynier, który wyznaczył sobie, że będzie top menadżerem, bo czuje się na siłach, bo umie i potrafi to robić, bo wreszcie ma niezwykły intelekt? – nie ma natomiast najważniejszego – wujka, który ciągnąłby go po szczeblach kariery zawodowej. Ten młodzieniaszek ma wybór, albo (jak mu się uda ...) rozpocząć pracę w jakiejś dobrej firmie i usiłować wspinać się po szczeblach kariery (może mu się uda..), albo szukać szczęścia na zachodzie, albo sprzedawać skarpetki w swoim malutkim, rodzinnym miasteczku.
Pracowitość ma wielkie znaczenie owszem, ale nie jest dla mnie wyznacznikiem „sukcesu życiowego”, zawsze kojarzyła mi się raczej z bezproduktywnym przerzucaniem czegoś na coś (jak w tym kawale o pędzącym po budowie pracowniku z pusta taczką, który miał taki nawał pracy, że nie miał czasu nawet jej załadować..). Powiem wręcz, że nie wiem co oznacza słowo „pracowitość”... Dla mnie jest właśnie takim troszkę pustym frazesem, który niczego nie dowodzi, a wręcz zaciemnia przejrzystość sytuacji i relacji – umiesz, potrafisz, pracujesz, masz z tego efekty. Natomiast „pracowitość” rozumiana przez pryzmat dzisiejszych polskich stosunków w pracy tj. - nie zatrudnimy nowych osób, chociaż jest mnóstwo do zrobienia, a dajmy ten zakres pracy aktualnie pracującym, będą to robili nie 8 godzin, tylko 16 za takie same pieniądze, a jak się im nie będzie podobać, to się ich wyrzuci z pracy – przyjdą inni „pracowitsi "; jest dla mnie zupełnym zaprzeczeniem wszystkiego tego, co było moim doświadczeniem emocjonalnym, pracowniczym, naukowym i ideologicznie społecznym....

„Geniusze” raczej nie płaczą, że coś im się tam od Państwa należy – pewnie są za mądrzy na takie sformułowanie, wiadomo, że „puste” przepływy pieniądza z warstwy zamożnej do warstwy biednej nie tylko są z ekonomicznego punktu widzenia złe, ale wywołują u tego biednego wręcz eskalację żądań na zasadzie „dajcie mi więcej”.... Nie możemy dawać ziemniaczków pod buzię, musimy dawać pole do wykopania – najgorsze jest w tym wszystkim to, że dzisiaj nie ma ani tych ziemniaczków, ani tego pola...
Nie sądzą zatem, żeby ktoś z tych o wysokim IQ płakał z powodu braku opieki Państwa. Chodzi raczej o to drugie o brak drogi wyboru i brak możliwości sprawdzenia się na takim „polu” pracy zawodowej, jaki byłby wymarzony dla „geniusza”.

Troszkę chyba odbiegliśmy od tematyki – bowiem ta mówiła raczej o stwierdzeniu, że geniusz w jednej z firm usłyszał, że "do tej pracy jest „za mądry".”, a w tym stwierdzeniu krąg marzeń o karierze, tak jakby się zamykał.

Pana zaradność życiowa jest oczywiście godna podziwu, ale nie możemy zapominać, że nie wszyscy są tak zapobiegliwi i umiejący znaleźć się w warunkach dzisiejszych warunków gospodarczych. Dla geniusza z reguły albo praca będzie za głupia, ale pracodawca powie, że nie chce mieć mądrzejszego od siebie we własnej firmie...

Wydaje mi się, że nasza wymiana poglądów ma coś w sobie z dysputy pozytywisty i romantyka – racja zawsze pewnie gdzieś tam będzie pośrodku

:wink: Janusz Stankiewicz

PS – uprzejmie proszę w swoich postach o nie używanie zwrotu „wyjeżdżać z czymś” bowiem jakoś chyba nie bardzo pasuje do poziomu naszych rozważań.

Ryszard
ŚREDNIO - ZAAWANSOWANY UŻYTKOWNIK
ŚREDNIO - ZAAWANSOWANY UŻYTKOWNIK
Posty: 11
Rejestracja: ndz cze 18, 2006 09:33
Lokalizacja: Gdańsk
Kontaktowanie:

Postautor: Ryszard » czw cze 22, 2006 14:21

Po pierwsze chyba sie zagalopowałem w autopromocji. Tak na prawdę teść mnie uważa za życiowego nieudacznika, żona za patentowanego lenia, córka za romantycznego pacyfistę-posthippisa, a syn za ubogiego, ale walczącego z przeciwnościami losu. :D

Zdaję sobię sprawę, że człowiek o wielkich możliwościach intelektualnych będzie sie nudził w każdej pracy. Jeśli każą mu przez osiem godzin wymyślać wynalazki, to on po wymyśleniu pięciu wynalazków przez pierwsze trzy godziny, nastepne pięć będzie sobie puszczał patyczki na wodę, bo i takie działania może lubić. A tu każą wymyślać.
Poważnie zaś mówiąc, myślę, że ci bardzo mądrzy mają bardzo duże wymagania, nawet nie co do pracy, ale co do ludzi. Wymagają, żeby inni ich docenili i podziwiali, wymagają, aby szef był przynajmniej na tym poziomie co oni (jakby nie czytali Dilberta :? )
Przykładem mogą tu byc absolwenci, którzy zdali tzw. maturę międzynarodową. Przez dwa lata wybrańcom (trudny egzamin wstępny) wmawia się im, że są do tego, mieć świat u swych stóp, uczy się ich samodzielnego zdobywania wiedzy, kształci w duchu krytycznym do autorytetów i wymaga twórczego podejścia. Owszem, to rozwija, ale wielu takich uczniów, podejmując dalszą nauke, np. na politechnice nie daje sobie po prostu rady. Bo tam się trzeba uczyć, bo tam nikt nie kłania się przed ich intelektem, a promuje pracę.

Życie dla nikogo nie jest łatwe. Górnik musi się ubrudzić, chociaż chciałby wyjść po fedrowaniu czyściutki. Ja muszę czasem robić różne poprawki i proste procedury, chociaż wolałbym zdecydowanie wymyślać idee i wytyczać kierunki. Ale mnie nikt na projektanta nie chce bo jestem za stary. I ten geniusz musi czasem wykonać robotę zwykłego urzędnika w Urzędzie Patentowym w Zurychu.

PS. Przepraszam, jeśli uraziłem. Cóż, lubię czasem kolokwializmy, bo są krótkie i celne. Skoro jednak jestem na salonach, postaram się trzymać widelec w prawej... Nie! w lewej... No, jakoś tak.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » czw cze 22, 2006 14:52

.
Panie Ryszardzie oczywiście, że nie jesteśmy na „salonach”, ale czasem forma jest ważniejsza od samej treści – vide przejściówki na studiach (poniekąd) :P ... Dziękuję za zrozumienie mojej chęci pielęgnacji formy na tym forum..

Ma Pan zdecydowanie rację, co do, ja bym nazwał „bufonady”, ludzi, którym wpojoną pewną „nieomylność” – ale ponoć właśnie o to chodzi w zdobywaniu i utrzymaniu dobrej pracy ?.
Już nawet nie trzeba aż tak głęboko wchodzić w sposób bycia i prezentowania własnego „ja” przez dzisiejszą młodzież – wystarczy przecież popatrzeć na ulicy jak to „młodzi gniewni” z grubym portfelem potrafią zniszczyć najbardziej wartościowe ideały. Nie ma już w nich żadnej bariery ...
Nie chciałbym, aby wyglądało to na „ględzenie” starego dziadka o dzisiejszej młodzieży, ale musze stwierdzić, że taki styl „bycia” wcale nie pomaga ani w pozycji geniusza w pracy – na zasadzie trzeba go za wszelka cenę „zlikwidować”, ani w relacjach międzyludzkich. Wygląda to raczej na walke o przetrwanie, wyścig szczurów i tym podobne zjawiska służące do wyeliminowania, czasem za wszelką cenę tego, kto jest przynajmniej teoretycznie lepszy od nas... A to wyeliminowanie to czasem sroga nauczka życiowa i pozostanie geniusza bez pracy - bo po co znowu walczyć o przetrwanie, bo po co walczyć dalej z wiatrakami, bo po co ...?
Przywołam tutaj raz jeszcze Pana Einszteina i stwierdzę, że chyba on o nic „życiowego” nie dbał w czasie, kiedy już był znanym naukowcem, a pewnie ktoś wokół niego musiał uwijać się z prostą domową robotą. On nie poradziłby sobie snuć swoich teorii i jednocześnie stać w kolejce w pośredniaku...

”Życie nie jest łatwe” – oj tak, nie jest i nie ma w nim prostych rozwiązań, lecz bądźmy dobrej myśli, że polscy „geniusze” już jutro jednak znajdą posadę i nie będą się musieli nudzić po dwóch godzinach pracy....

):angel_not Janusz Stankiewicz


Wróć do „POROZMAWIAJMY O ...”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron